Miał to być kolejny spokojny dzień i nic nie zapowiadało napięcia towarzyszącego poniższej konwersacji
- Witam Pani Stefo, co u Pani?
- A tam, panie, dosyć już mam.
- A czego ma Pani dosyć? Przecież chyba nie jest aż tak źle.
- A pewnie, że nie jest, fizycznie daję radę, proszę pana, ale psychicznie wysiadam.
- Jak to? Pani Stefo, przecież rodzina panią odwiedza, o współlokatorach złego powiedzieć nie można. Co się dzieje, jeśli mogę wiedzieć?
- Ano widzi pan – chamowo się pleni, że aż strach.
- Pani Stefo, to już klika tysięcy lat się pleni…
- Ale ja teraz żyję i mam dosyć.
- A czego konkretnie?
- Widzisz Pan, psychicznie wysiadam, jak scenę polityczną obserwuję. Patrzę wieczorem w telewizor i widzę – sukces jakiś. Czytam ja rano Rzepę, panie, jest lepiej. Pożyczam od koleżanki Wyborczą – jest źle, a w ogóle to gorzej jeszcze nigdy nie było. To jak jest, pytam?
- Pani Rzepę czyta?!
- A nie wyglądam?
- Ależ… Co do wiadomości… moim zdaniem wychodzi na plus, pani Stefo.
- Moim też by wyszło, ale jak dwie największe gazety o jednym wydarzeniu inaczej piszą to w mojej głowie jakaś schizofrenia zakwita czy jak to tam zwą taką chorobę co to człowiek w kilku rzeczywistościach żyje.
- Tak, pani Stefo, tak się to nazywa. Ale wracając do pani uwagi co do gazet, no cóż, takie ich prawo, że różnie komentują rzeczywistość. Ilu ludzi, tyle komentarzy, dlatego tyle gazet wokół.
- A nich sobie będą, ale to trochę tak, jakby Małysz skoczył najdalej, a następnego dnia w prasie dwie relacje, pierwsza, że: sukces, druga: a jednak mógł skoczyć dalej, a sukcesu by nie było, gdyby nie kontuzja zawodnika niemieckiego.
- Pani Stefo, niech się pani nie przejmuje. Pani wątpliwości świadczą na pani korzyść.
- No to dziękuję, ale pójdę już, bo roboty zostało jeszcze trochę, a weekend tuż, tuż. Gazet może nie będę czytać, to zostanie mi jedna rzeczywistość, rodzinna.
- I tego pani życzę, pani Stefo. Do jutra.
I tak zakończyła się rozmowa, po której każdy z rozmawiających poszedł w sobie znanym kierunku.


